Pamiętacie scenę z filmu "Nigdy w Życiu". Kiedy Judyta przyjeżdża pierwszy raz na wieś zobaczyć działkę i chodzi w szpilkach? Dokładnie wiem co ona czuła. Bo ubrałam sobie na wizytę na wieś moje przecudne dziecię różowe szpilki które kocham. A wbijały mi się w ziemię i zgubiłam fleka .
CUDOWNIE!
CUDOWNIE!
Weekend minął szybko i dość intensywnie. W piątek po tym jak Paweł wrócił z pracy pojechaliśmy do jego babci. Dawno nie widziała Zosi i muszę przyznać, że bałam się bo mała źle reaguje na kogoś kogo nie zna lub nie pamięta. Moje obawy najwyraźniej nic nie dały, bo Zośka od razu była "gadatliwa" wesoła jak zwykle. A jeszcze jak jej prababcia przyniosła dwa małe szczeniaki to już w ogóle. Trochę tam posiedzieliśmy, było miło więc można siedzieć. Oczywiście babcia jak to babcia, nie chciała zrozumieć czemu nie jemy jej bigosu- przyjechaliśmy zaraz po obiedzie. I zapakowała nam do domu wałówkę . I wiem jedno, Zosia następnym razem jak pojedzie do swojej prababci Zosi, To będzie ubrana grubo, choćby było mocno na plusie. Co się nasłuchaliśmy, że jej zimno w samej sukience- a w piątek w Opolu było nawet ciepło około 28 stopni.
Obiecaliśmy, że przyjedziemy następnym razem na cały dzień i pójdziemy na spacer w czwórkę .
W sobotę, rano wybraliśmy się na zakupy, nie było czasu żeby jechać do reala więc biedronka w pobliżu dobra sprawa- Zosia dostała od swojej prababci stówkę więc kupiliśmy jej prosiaczka w biedrze . A W czwartek pepco Paweł zabrał Zozola na spacer więc miałam trochę spokoju na domowe porządki. Niestety jak to ja, po 30 minutach zaczęłam tak strasznie tęsknić, że powstrzymywałam się od napisania mężowi sms-a żeby już wrócił.
Popołudniu wybraliśmy się, na koncerty pod C.H. Karolinka w Opolu z racji 5 urodzin centrum.
Strasznie się cieszyłam, że usłyszę mojego faworyta z X-factor'a czyli Grzegorza Hyżego na żywo. I muszę przyznać, że nawet lepiej brzmi na żywo niż w TV. Niestety pogoda poszła nie na korzyść ludziom którzy mają małe dziecko w wózku- tak tak zaczęło padać. Także z planów, że zostaniemy na Hyżym i Farnie- Kora nas nie interesowała. Klapa!
Zaraz po zejściu ze sceny Grześka zmykaliśmy do centrum na kolacje i do domu. I tak było fajnie mimo wszystko.
Niedziela, ach niedziela... Pojechaliśmy do teściów. Taty Pawła nie było, z racji tego, że pracuje w Domu Kultury to brał udział w organizacji dożynek w jakiejś wsi. Ale powiem szczerze, nie było źle. O dziwo! Teściowa zrobiła obiad, z czego tylko rosół zjedliśmy- pyszny! Nawet specjalnie dla mnie kompot zrobiła- szkoda, że ze gruszek bo nie lubię takiego . Miło się rozmawiało, posiedzieliśmy z trzy godziny, bo Paweł się śpieszył na mecz MU! Ale uzgodniliśmy, że następnym razem przyjedziemy z wózkiem zostawimy Zośkę i sami gdzieś pojedziemy we dwoje. Bardzo mi tego brakuje.
PS. Spadamy do lidla na tydzień meksykański
Miłego poniedziałku
całuski
Obiecaliśmy, że przyjedziemy następnym razem na cały dzień i pójdziemy na spacer w czwórkę .
W sobotę, rano wybraliśmy się na zakupy, nie było czasu żeby jechać do reala więc biedronka w pobliżu dobra sprawa- Zosia dostała od swojej prababci stówkę więc kupiliśmy jej prosiaczka w biedrze . A W czwartek pepco Paweł zabrał Zozola na spacer więc miałam trochę spokoju na domowe porządki. Niestety jak to ja, po 30 minutach zaczęłam tak strasznie tęsknić, że powstrzymywałam się od napisania mężowi sms-a żeby już wrócił.
Popołudniu wybraliśmy się, na koncerty pod C.H. Karolinka w Opolu z racji 5 urodzin centrum.
Strasznie się cieszyłam, że usłyszę mojego faworyta z X-factor'a czyli Grzegorza Hyżego na żywo. I muszę przyznać, że nawet lepiej brzmi na żywo niż w TV. Niestety pogoda poszła nie na korzyść ludziom którzy mają małe dziecko w wózku- tak tak zaczęło padać. Także z planów, że zostaniemy na Hyżym i Farnie- Kora nas nie interesowała. Klapa!
Zaraz po zejściu ze sceny Grześka zmykaliśmy do centrum na kolacje i do domu. I tak było fajnie mimo wszystko.
Niedziela, ach niedziela... Pojechaliśmy do teściów. Taty Pawła nie było, z racji tego, że pracuje w Domu Kultury to brał udział w organizacji dożynek w jakiejś wsi. Ale powiem szczerze, nie było źle. O dziwo! Teściowa zrobiła obiad, z czego tylko rosół zjedliśmy- pyszny! Nawet specjalnie dla mnie kompot zrobiła- szkoda, że ze gruszek bo nie lubię takiego . Miło się rozmawiało, posiedzieliśmy z trzy godziny, bo Paweł się śpieszył na mecz MU! Ale uzgodniliśmy, że następnym razem przyjedziemy z wózkiem zostawimy Zośkę i sami gdzieś pojedziemy we dwoje. Bardzo mi tego brakuje.
PS. Spadamy do lidla na tydzień meksykański
Miłego poniedziałku
całuski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz